O sobie samym56 Harcerska Drużyna RozpoznawczaCo znaczy dla mnie survivalSklep z artykułami survivalowymiOfertaMoje referencjeGaleriaKontakt ze mną
SURVIVAL. Co znaczy dla mnie survival?

Zdefiniowanie survivalu nie jest łatwe, ponieważ każdy zainteresowany tą dziedziną nosi w sobie własne wyobrażenie, definicję tego pojęcia - dopasowaną do jego preferencji i świadomości. Zwykle zamiennie do survivalu używa się określenia "szkoła przetrwania". Owe określenie ma dużą pojemność znaczeniową. Obejmuje swym zakresem całą dostępną wiedzę, którą w zależności od specyfiki sytuacji można wykorzystać przede wszystkim w jednym, najważniejszym i ostatecznym celu – aby przeżyć. Mało kto w szarej, codziennej rzeczywistości uwarunkowanej cywilizacją zastanawia się nad tym, jak to będzie, kiedy niespodziewane okoliczności, brutalna rzeczywistość pozostawią go bezbronnego samemu sobie. Czy jego wiedza i umiejętności będą wystarczające aby przetrwać?

Czy w sytuacji ekstremalnej natura będzie jego sprzymierzeńcem, czy raczej wrogiem? Dla mnie survival jest formą przygotowania się właśnie na taką ewentualność. Dlatego widzę sens w zdobywaniu jak najszerszej wiedzy i w rozwijaniu kreatywności, które pozwolą mi odnaleŸć się w zaskakujących, trudnych warunkach.
Stawiam na wszechstronność, bo wiem, że może mi się kiedyś przydać umiejętność na przykład wyplatania koszyka ze słomy, wykonania sznurka z łyka, uzdatniania wody, prowadzenia samochodu ciężarowego a nawet wykonania skoku spadochronowego oraz wszelkich innych rozmaitych czynności budujących moje doświadczenie. A kreatywność w survivalu pojmuję jako niczym nie ograniczoną wyobraŸnię (opartą na zdrowym rozsądku), która pozwala stworzyć coś z niczego.

W skrócie survival zdefiniowałbym jako umiejętność dostosowania się do zastanych warunków życia i tu właśnie bogate dośwaidczenie może być pomocne. Im szersza wiedza i umiejętności, tym większa samowystarczalność. Zawsze miałem w sobie silne pragnienie, aby móc polegać na sobie. To pragnienie motywujące mój survival przenosi się na całe moje życie. Mogę powiedzieć, że survival jest moim sposobem podejścia do siebie i świata, jest filozofią, duchowością, próbą siły i charakteru.

Najpełniej wyrażają to słowa Apacza ojca, z książki "Życie Apacza" Moris Opler:
"Synu, musisz wiedzieć, że nikt na tym świecie ci nie pomoże...,
musisz pobiec do tamtej góry i z powrotem.
To uczyni cię silnym.
Wiedz mój synu, że nikt nie jest twoim przyjacielem,
nawet siostra, ojciec, matka.
Twoje nogi są ci przyjaciółmi,
twój rozum jest ci druhem,
twoje ręce, to twoi przyjaciele,
musisz nimi czegoś dokonać".


Identyfikuję się z tą myślą. Jest ona od niedawna moim mottem.
Uważam, że zawsze w życiu toczy się jakąś walkę, zakładam, że trzeba ją wygrać, nie ważne gdzie akurat się znajdujesz. W każdej chwili mierzysz się z czymś..., wobec czego powinieneś podjąć wyzwanie. Dla mnie jest to właśnie survival.

Paradoksalnie survival jest także ucieczką, próbą dystansowania się od problemów, od świata. Jest także określeniem swojego miejsca i przestrzeni w życiu. Choćby ze względu na relacje z innymi ludźmi brakuje nam tej przestrzeni na co dzień. Szkoła przetrwania uczy odnawiania w sobie nadziei.
Oddychasz, to znaczy, że żyjesz, masz czas, który możesz wykorzystać, by pomóc sobie i przetrwać. Wola życia w survivalu bardziej konkretyzuje się. Jak myślę o tym z czym kojarzy się mój survival, to jest to życie w zgodzie ze swoją naturą bez względu na warunki, nie czyniąc przy tym szkody innym. Przynajmniej tak chciałbym żyć, jeśli nawet nie osiągam w tym doskonałości, to jest to dla mnie ważne i definiujące survival.

Co mnie inspiruje?

Inspiracji do tego, aby zainteresować się survivalem zawsze znajdowałem wkoło siebie wiele. Po pierwsze wystarczy zwykła ciekawość świata, która sprawia, że ma się oczy szerzej otwarte. Ale jak sobie przypominam, to zawsze z zaciekawieniem oglądałem programy Gerarda Sawickiego, albo z lubością wpatrywałem się w poczynania McGuywera. McGuywer inspirował mnie pomysłowością, wyobraŸnią, choć wiadomo, że nie był to zupełnie wiarygodny nauczyciel, bo to co proponował było częstokroć naiwne. Lubiłem przerabiać rzeczy z mojego otoczenia, przedmioty codziennego użytku, po to, aby wykorzystać je potem do potrzeb survivalowych. Po prostu kombinowałem, bo takie były czasy. Wiele rzeczy było niedostępnych dla mnie i musiałem je sam stworzyć. Pobudzający charakter miały również samotne wyprawy w teren i zastane warunki pogodowe. Zawsze konieczność podsuwa rozwiązania, na które w zwyczajnych, cywilizowanych warunkach nikt by nie wpadł. Przypominam sobie zabawną przygodę w Bieszczadach. Aby przenocować i schronić się przed deszczem zatrzymałem się z grupą znajomych w przydrożnej opuszczonej szopce. Żeby uniknąć w nocy nieproszonych gości opracowaliśmy "system antywłamaniowy" - taki, który w razie czego narobiłby hałasu i odstraszyłby delikwenta. System składał się z trzech elementów: linki, gałęzi i żerdzi i był rzeczywiście skuteczny! Poza naturą pomysłowego przygodowca czerpałem swoją wiedzę z książek o tematyce survivalowej. Moją wymarzoną od dawna i nieosiągalną książką, która dopiero nie dawno dostała się w moje ręce jest "Sztuka życia i przetrwania" Hansa Otto Meissnera, ale pierwszą, którą przeczytałem w swoim życiu była "Podręcznik survivalu" Petera Darmana. A najwięcej nauczyła mnie, myślę, że między innymi ze względu na ciekawe opracowanie „SAS Szkoła Przetrwania” Johna Wisemana oraz jego kurs survivalu na kasecie video. Poza tym z przyjemnością oglądam programy Raymonda Mearsa oraz wszystko, cokolwiek może mnie zaskoczyć...

Moje wybrane doświadczenia.

Dół polinezyjski - służy do przygotowywania posiłków mięsnych i warzywnych, np. kurczak .
Potrzebne:

  • kamienie (które nie leżały w podmokłym miejscu)
  • drewno do ogniska
  • trawa, pokrzywa, pałka szerokolistna lub wąskolistna (w dużej ilości)
  • mięso lub warzywa (około 3 do 5 kg)


  • Wykonanie: Rozpalamy ognisko, w którym przez co najmniej jedną godzinę nagrzewany dużą ilość kamieni. Potem w tym samym miejscu, gdzie rozpaliliśmy ognisko kopiemy dół. Cały dół obkładamy rozgrzanymi kamieniami, na które gęstą warstwą nakładamy rośliny, tak, aby dokładnie przykryły kamienie. Następnie kładziemy mięso i przykrywamy je roślinami - równie grubą warstwą. Na końcu dół zasypujemy piaskiem i całość pozostawiamy na około 12 godzin.

    Mały piec - posłuży do przygotowywania posiłków dla dwóch lub trzech osób i dzięki swej konstrukcji oszczędzi zużycie drewna (o 65% w porównaniu do zwykłego ogniska). Potrzebne: - ok. 100 kamieni o wielkości dwóch pięści, o dowolnym kształcie (nie mogą pochodzić z wody lub z wilgotnego miejsca) - ok. 70 do 100 litrów gliny - kawałek płaskiej blachy, najlepiej żeliwnej - woda do wyrobienia gliny - pocięta sucha trawa do odtłuszczenia gliny.

    Wykonanie: Po zgromadzeniu materiałów przystępujemy do wykopania dołów.
    Dół powinien być trochę mniejszy w stosunku do przygotowywanej blachy, następnie przygotowujemy glinę, czyli mieszamy ją z wodą i trawą do uzyskania plastycznej masy. Potem rozpoczynamy budowę pieca. Możemy wyłożyć gliną ścianki boczne dołu (nie jest to konieczne), a następnie stopniowo wznosić w górę kamienno - glinianą ścianę pieca. Ściana pieca powinna składać się z trzech warstw gliny i kamieni. Na samej górze umieszczamy blachę i budujemy komin. Należy zwrócić uwagę na to skąd najczęściej wieją wiatry. Biorąc to pod uwagę ustalamy wejście do pieca tak, aby wiatr kierował się prosto do otworu pieca. Po zbudowaniu pieca przystępujemy do wypalenia go, czyli palimy w dole ognisko. Trwa to około 6 godzin. Po wypaleniu możemy zająć się przygotowaniem posiłku na blaszce.

    Szałas typu "A" - jest schronieniem szczególnie polecanym na terenach podmokłych lub w czasie zimy, w sytuacjach gdy chce się uniknąć bezpośredniego kontaktu z ziemią.
    Potrzebne:
  • dwie płachty (plandeki w formacie 2x3 metry)
  • 7 tyczek (ok. 2 metrów wysokości), mogą być wytrzymałe żerdzie
  • sznurek, ewentualnie paski kory leszczynowej, które posłużą jako sznurek


  • Wykonanie: Wbijamy w ziemie dwie tyczki żeby na końcu skrzyżowały się i tworzyły odwróconą literę V, następnie w odległości ok. 2,5 metra w ten sam sposób wbijamy kolejne dwie. Na nich w miejscu gdzie się krzyżują dwie tyczki umieszczamy pałąk, który posłuży do zespolenia konstrukcji. Z kolejnych dwóch tyczek położonych obok siebie tworzymy rodzaj noszy stosując do tego płachtę. Następnie te nosze naciągamy na wcześniej wykonaną konstrukcję w ten sposób, aby tyczki noszy oparły się o konstrukcję w pewnej odległości nad ziemią.
    Na całość naciągamy drugą płachtę tworząc rodzaj zadaszenia.

    Na wszelkiego rodzaju wyjścia w teren warto brać ze sobą sznurek i drut.
    Są to przedmioty, bardzo często przydatne do tworzenia obozowiska.




































    Viet-nam.pl w Top Survival
    Copyright 2007 Maciej "Vietnam" Kucharski | All Rights Reserved